"Schodząc ze wzgórza,wlazłem prosto w wielką pajęczyne.Ciągle mi się zdarzały takie numery.Zacząłem ściągać z siebie to lepkie świństwo,rozglądając się za pająkiem.W końcu wypatrzyłem wielkiego czarnego tłuściocha.Zmiażdżyłem skurwiela.Od dawna nienawidziłem pająków.Wiedziałem,że kiedy pójde do piekła,będzie mnie żarł pająk"

za chwil kilka...


" zobaczyłem kolejnego czarnego pająka,tak samo wielkiego jak poprzedni.Siedział w pajęczynie,która zagradzała mi drogę,mniej więcej na wysokości mojej twarzy.Przypaliłem go petem.Tak podskoczył,że cała ogromna sieć zatrzęsła się i szarpnęła.Aż zadygotały gałęzie krzaka.Pająk dał susa i spadł na chodnik.Pająki to mordercy i tchórze,wszystkie co do jednego.Zdeptałem go. Udany dzień.Zabiłem dwa pająki.Zakłóciłem równowagę w przyrodzie i teraz wszamią nas wszystie robale i muchy."


"Schodziłem coraz niżej.Kiedy byłem juz prawie na samym dole,wielki krzak rosnący przy ścieżce zaczął sie trząść.Król Pająków czyhał w zasadzce.Ruszyłem mu na spotkanie.
Zza krzaka wyskoczyla moja matka. "

14.02.2010, 03:13
Cytuj