Dziś dłużej, bo dorwałam się do neta. Jutro wróci mi już normalna prędkość transferu, ale ostatnio mnie siedzenie przed kompem nie bawi. Do siostry też kompa nie biorę. Jakoś tak dziwnie kojarzy mi się to z moją ulubioną Małgorzatą, mistrzynią tworzenia niepowtarzalnych opisów na gadu-gadu, która, tak na marginesie powróciła, po krótkim okresie spędzonym w szpitalu psychiatrycznym i rozwija swoją twórczość. Małgorzata przez okres wczasów nad morzem w zeszłym roku nie wychodziła w ogóle z hotelu, tylko siedziała na gadu i opisywała każdemu, kogo akurat przyłapała na dostępnym jaka to jest nieszczęśliwa. Toteż ja zdecydowanie nie biorę laptopa ze sobą. Teraz i tak w wolnych chwilach głównie czytam książki. Wczoraj był intensywny dzień. Jeszcze mnie wszystko boli, a twarz mam prawie tak czerwoną jak ryj naszego alkoholika z roku. Inna sprawa, że większość wczorajszych popisów dokonałam rzeczywiście na bani, a inna, że to raczej słońce mnie spaliło. Młody utrzymuję, że moje skojarzenia są co najmniej chore, a jak mają być zdrowe? Moi znajomi to w dużej mierze frustraci seksualni. Z tym, ze jeden od gimnazjum, drugi gdzieś tak od pół roku, ale za to intensywnie, a trzecia nie wiem od jak długiego czasu. Co do tej trzeciej, to śniły jej się truskawki, co podobno oznacza pragnienia seksualne. Mnie w tym aspekcie zwykle śni się co innego, ale co tam i jedno i drugie z bitą śmietaną jest niezłe. Wczoraj byłam z Młodym nad zalewem, a potem na hamburgerach. Mojemu ulubionemu braciszkowi bardzo podoba się moje pojmowanie diety. Nie wszystko musi nieść za sobą ideologię. Potem powrót do domu. Już na parkingu przy CPN-ie było tyle wody, ze Młodemu klapki odpłynęły. On biegnie, a jego buty płyną za nim. Nie widziałam jeszcze takiej burzy. Właściwie kilku burz łączących się w jedną. "Dogoniliśmy sukę" Powiedział Młody kiedy zjechaliśmy na pobocze, bo wycieraczki nie nadążały. Woda wdarła się nawet do samochodu i jechaliśmy po kostki w deszczówce. Co gorsza za nami niebo było jasne tylko przez chwilę. Z tyłu nadciągnęły nowe chmury. Potem jakoś jechaliśmy tylko dlatego, że szpanerski Hummer przed nami miał włączone bardzo mocne przeciwmgielne i jakieś halogeny, nie znam się, ale świecił jak choinka na święta, inaczej nic nie było widać. Pioruny waliły w odległości kilkunastu metrów obok nas, czyli zarówno ja jak i on ślepliśmy i głuchliśmy co jakiś czas, potem był slalom między połamanymi drzewami płynącymi po ulicach. W Tarnobrzegu woda na ulicach była równo z krawężnikami, nawet linia Wisły nie zatrzymała tego Armageddonu. Jechaliśmy mostem, kiedy piorun walnął w kolejowy obok. Młody na to "Śpię dziś u ciebie". Niezły pomysł, ale nie wypaliło. Spoko, w tym tygodniu i tak robimy sobie nockę filmową. W końcu to mój ostatni tydzień tutaj. No i jak w niedziele pogoda dopiszę to powtarzamy ten wyjazd. Może już bez burzy.

19.07.2010, 10:45
Cytuj